poniedziałek, 23 maja 2016

Tytuł przechodni

Każde z naszych dzieci ma stały tytuł jak np Pierworodny. Jest jeden, jedyny. Jest też Druga zwana Ziutą, a Czwarta Bździągwą. Jest Baciom i jest Bombur. Książniczka i Królewna. Stefan i Czesiek. Tych tytułów jest sporo. Każdy ma kilka i bardzo je lubimy. To są stałe tytuły. Ale jest też tytuł zmienny. Swego czasu wymyśliła go Druga, która jest generalnie twórczą osobą. Ten tytuł to "ostatniorodny" lub "ostatniorodna".
Cały czas się zastanawiam, kiedy ten tytuł zmieni się z przechodniego na stały. Jak dla mnie już może już zostać na aktualnie ostatniorodnym dziecku dożywotnio  :-)




Prawda, że słodkie stópeczki???

Pozdrawiam

Joanna


piątek, 20 maja 2016

Słomiany zapał?

Kiedy byłam dzieckiem, potem nastoletnią dziewczyną, to wielokrotnie słyszałam, że mam słomiany zapał.Bo nie ma co ukrywać, wielokrotnie zapalałam się do czegoś, a potem gasłam niczym podpalona słoma. Pach! i po ogniu pozostawało jedynie wspomnienie... Dopiero niedawno dowiedziałam się, że słomiany zapał jest charakterystyczny dla dziewczynek, bo poszukują swojej drogi, swojego miejsca. Nie należy tego ganić, ale je wspierać :-) Przy prawdziwej pasji nie ma słomianego zapału...
No, ale ja miałam dziś tak naprawdę o czymś innym, chociaż o tym samym :-D. Dawno, bo w 2012 roku uratowałam przed porąbaniem komodę.




Rzuciłam się w wir szlifowania. Marzyłam o tym, by poolejować surowe drewno, najlepiej olejem bezbarwnym. Niestety, bejca była tak podła, że powchodziła bardzo głęboko. Wodna bejca związała się mocno z drewnem. Dremmel nie dał rady. Odstawiłam ją na długo, z powodów również rodzinnych. Kiedy w końcu nastał sprzyjający czas, znów się za nią zabrałam. Postanowiłam ją zatem pomalować swoim ulubionym produktem, czyli farbą akrylową. I... doznałam szoku. Resztki barwnika z drewna wiązały się z farbą. Musiałam sięgnąć po farbę alkidową. Wystarczyła jedna warstwa, by odciąć dopływ barwnika. Dalej poszło już lepiej. Półki wewnątrz i blat potraktowałam lakierem :-)

Tu zdjęcia w trakcie prac:






A tu już komoda w całej okazałości, z wymienionymi uchwytami.






Czy warto było? Jasne!!!! Trwało to baaardzo długo, ale warto było. Nie jest idealnie, bo nie może być, to nie produkt fabryczny (takie też miewają wady), ale praca hande made. Poza tym nadal się uczę. I sprawia mi to frajdę przeogromną.


Pozdrawiam

Joanna






poniedziałek, 9 maja 2016

Nie jestem krową...

Nie jestem krową, która przez całe życie twierdzi, że trawa u sąsiada jest najsmaczniejsza ;-)
Cóż oznacza ten wpis? Ano, że chodzi mi po głowie do dawna powrót do blogowania. Jeszcze nie wiem w jakiej formie, ale bardzo mi się chce chwalić tym, co się u mnie dzieje. Nie wszystkim, ale wieloma tematami, moimi poczynaniami w różnych dziedzinach... Jak wyjdzie? Zobaczymy.
A tu moja - nie moja, bo najmłodszego synka krowa, która lubi naszą trawę nad wyraz ;-)






A czasami nawet chce zagrać w piłkę... Tylko tak jakoś jej nie wychodzi :-)


Pozdrawiam

Joanna

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Postanowienie bynajmniej nie noworoczne

No i stało się, chociaż odwlekałam ten moment od dawna. Do niedawna się jeszcze łudziłam, że może być inaczej. Ale nie może.
Czas się pożegnać moi mili.
Postanowiłam, że pisać nie będę. Nie teraz, przez długi czas nie będę, może nigdy do pisania nie wrócę, a może jeśli kiedykolwiek się zdecyduję, to w innej formie. To nie żadne krygowanie się. Po prostu moje codzienne życie jest mega zwykłe, niezwykle prędkie, nasączone obowiązkami do granic chłonności materiału. Coraz mniej mam czasu na cokolwiek . Obowiązków przybywa. Czas z wiekiem się kurczy, a ja? A ja nie robię rzeczy niezwykłych, piszę też zwyczajnie i nic takiego specjalnego. Żadnych rzeczy nie odkrywam przed Wami.
Dlaczego to piszę? Bo chcę być wobec Was uczciwa. Nie chciałam tak po prostu zniknąć. Stąd ten post.
Dziękuję Wam wszystkim za to, ze mniej lub bardziej regularnie tu zaglądaliście, zostawialiście ślad lub nie. Dziękuję Wam za Waszą czasami milczącą obecność.







Ściskam Czworokątnie

Joanna

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Był Mikołaj :-)



Dzielnie chodzimy na roraty :-) Udaje się mimo zmęczenia, pod koniec tygodnia padamy na nos, ale od czego jest niedziela? Przecież się wyśpimy! No tak.... ale tym razem Mikołajki w niedzielę, więc już od ciemnej nocy dzieci tuptały. Radości było dużo, najmłodszy choć nie do końca świadomy o co chodzi też się obłowił ;-).
W naszej rodzinie 6 grudnia przychodzi święty Mikołaj i obdarowuje dzieci niesamowitą ilością słodyczy. W ciągu roku dawkujemy słodkości, szczególnie te kupowane. Jestem ich zdecydowaną przeciwniczką. Jednak raz do roku folgujemy sobie. I dajemy poszaleć dzieciom. Oczywiście potem są odczyny alergiczne, ale ile radości ;-) Będą miały co dzieci wspominać.
W oczekiwaniu na św Mikołaja dzieciaki młodsze wykombinowały z niezliczonej ilości klocków, które posiadamy figurki Mikołajów. Początkowo był jeden, potem  dwa.



A w rzeczywistości są trzy :-)


Nasza urocza gromadka ma świadomość kim był w rzeczywistości święty Mikołaj. Wiedzą, ze czerwony krasnal to wytwór koncernu a po ulicy chodzą przebrani ludzie :-) Nie dla nas Mikołaj z reniferem i saniami ;-)

W Wigilię Bożego Narodzenia, zwyczajem gorlickim przychodzi do wszystkich Aniołek i obdarowuje prezentami. Piękne jest to, że każdy z nas może być dla drugiej osoby Aniołem na Ziemi. Znam kilku takich :-) Dostaję do nich prezenty i dobre słowo nie tylko od święta. Ale przede wszystkim okazują mi dobroć swojego Serca. Za co bardzo Im dziękuję :-) Pamiętam i tęsknię :-)