niedziela, 25 lutego 2018

Dostałam kwiaty

Dostałam kwiaty od Najlepszego z Mężów. Bez okazji, a może z okazji soboty i ogromnego mrozu. Jakby na przekór pogodzie i porze roku były to tulipany w najbardziej ulubionym przeze mnie odcieniu bladego różu.






I czasami myślę, że z tą chęcią na wręczanie kobiecie swojego życia kwiatów jest jak w skeczu mojego ulubionego kabaretu Hrabi. Nawet jeśli nie są w moim ulubionym kolorze przyjmuję je z radością.




Pozdrawiam Czworokątnie

Joanna

wtorek, 20 lutego 2018

Coś o mnie...?

Żródło
Spotkałam w sklepie koleżankę. Piękna, mądra kobieta. Pogadałyśmy chwilę o naszej wielodzietnej codzienności, warszawskim pędzie. Wymieniłyśmy się refleksją o braku czasu na długie, głębokie spojrzenie w oczy tych, których kochamy. Na spojrzenie pełne miłości, czułości, troski, której w nas jest całe morze. Obie stwierdziłyśmy, że jest w nas pragnienie życia w rytmie pór roku, długości dnia i nocy, które dyktuje natura. Niestety musiałyśmy ruszyć każda w swoją stronę, bo spotkania w planach nie było, a kolejne punkty dnia czekały - i na nią, i na mnie. I jeszcze tylko na odchodne mi powiedziała: Pamiętaj, przeczytaj wiersz Kazimierza Dąbrowskiego, koniecznie.
Kiedy wieczorem nie mogłam zasnąć - tak naprawdę ze zmęczenia, bo sezonowe choroby nas nie omijają, a statystyka działa na naszą niekorzyść, sięgnęłam po ten wiersz. I ze zdziwieniem odkryłam, że tak wiele w nim o mnie. I dlatego nie mogłam się nim z Wami nie podzielić.

         Posłanie dla nadwrażliwych


Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata
za niepewność wśród jego pewności

Bądźcie pozdrowieni
za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych


Bądźcie pozdrowieni
za to, że odczuwacie niepokój świata
jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie



Bądźcie pozdrowieni
za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego brudu świata
za wasz lęk przed bezsensem istnienia
Za delikatność nie mówienia innym tego, co w nich widzicie

Bądźcie pozdrowieni
za waszą niezaradność praktyczną w zwykłym
i praktyczność w nieznanym
za wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego


Bądźcie pozdrowieni
za waszą wyłączność i trwogę przed utratą bliskich
za wasze zachłanne przyjaźnie i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami


Bądźcie pozdrowieni
za waszą twórczość i ekstazę
za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno


Bądźcie pozdrowieni
za wasze wielkie uzdolnienia nigdy nie wykorzystane
za to, że niepoznanie się na waszej wielkości
nie pozwoli docenić tych, co przyjdą po was


Bądźcie pozdrowieni
za to, że jesteście leczeni
zamiast leczyć innych


Bądźcie pozdrowieni
za to, że wasza niebiańska siła jest spychana i deptana
przez siłę brutalną i zwierzęcą
za to, co w was przeczutego, niewypowiedzianego, nieograniczonego
za samotność i niezwykłość waszych dróg
bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi


Pozdrawiam Czworokątnie

Joanna

czwartek, 15 lutego 2018

Urodziny :-)

Każde dziecko z napięciem, wielką niecierpliwością czeka na urodziny. Mamy zwyczaj, że ten ważny dzień zawsze obchodzimy w rodzinnym gronie. Spotykamy się chociaż przy torcie i w ścisłym, ale pełnym, gronie odśpiewujemy tradycyjne "Sto lat" oraz "Niech cię Pan błogosławi i strzeże..."
Od jakiegoś czasu staram się sama piec torty. Czasem wychodzą ładniejsze, czasem brzydsze, ale zazwyczaj smaczne :-) Zresztą dzieci bardzo lubią kiedy sama dla nich piekę tort. Bo to jest zawsze bardzo osobista i specjalnie dla jubilata robiona niespodzianka. Przez lata trochę się podszkoliłam, ale szału wizualnego nie ma, ale mimo wszystko warto :-)












Najbliższe urodziny już 2 kwietnia. Będzie na różowo :-)


Pozdrawiam Czworokątnie

Joanna

środa, 22 listopada 2017

Dlaczego tu powracam?

To jest pytanie, na które chciałam odpowiedzieć... sobie samej.
Przede wszystkim, to jest mój "kawałek podłogi". Takie miejsce, gdzie mogę popisać o czymś i o niczym (coraz częściej chyba o niczym). Trochę dla mnie, a trochę dla innych. Tu mogę inaczej popatrzeć na swoje życie. Bo tak naprawdę często mam wrażenie, że moje życie to obowiązki domowe i rodzinne różnej maści. Jednak, gdy siądę przed kompem, to okazuje się, że jednak niekoniecznie "tylko" one. Bo z tym życiem to jest tak jak ze zdjęciem robionym z różnym filtrem...




Niby to samo a jakże inne zdjęcie... I nie chodzi tu bynajmniej o tzw różowe okulary...

Robię wiele dziwnych rzeczy, bo... lubię. Np malowałam pokoje. Nie dlatego, że kasy na tzw fachowców nam brak. Tylko dlatego, że po pierwsze jestem niecierpliwa, po drugie jest to odskocznia od moich codziennych spraw, a po trzecie... ten efekt "łał" jest niesamowity :-) Przerabianie, przemalowywanie mebli to moja pasja, uwielbiam to robić. Dzieciom szybko zmieniają się preferencje, więc mam pole do popisu. W głowie mnóstwo pomysłów się roi. Zresztą zmieniająca się rodzina ilościowo oraz jakościowo (małe dzieci rosną szybko, bardzo szybko) to miejsce gdzie na nudę czasu brak.
Kiedyś nocami robiłam ciastka i ciasteczka, babeczki i ciasta na niezliczoną ilość kiermaszy w szkole. Teraz robi to najstarsza z córek. Powoli mogę przekazywać pałeczkę :-)
Chęć do malowania wszystkiego przejęły maluchy. Moment nieuwagi i....



Jak widać na ścianach też są rysunki, bo dla 1,5 rocznej artystki kartka to za mało. Zarówno ona i my się nie poddajemy. My w tłumaczeniu jej, że nie wolno, a ona w zdobywaniu kolejnych powierzchni pod swoje "dzieła". Z tym, ze ona ma swojego brata - idola, którego w tej kwestii już prześcignęła. I pomyśleć, że najstarsza czwórka zupełnie nie fundowała mi takich atrakcji. Czasami trzeba mieć więcej dzieci, żeby spokornieć i nie być tą najmądrzejszą z mądrych ;-), bo "moje dziecko tak nie robi".
Teraz póki co muszę kończyć... zanim się obejrzę powstanie kolejne "wiekopomne" dzieło. Widzę kątem oka, że Gwiazda już w akcji...







czwartek, 20 lipca 2017

Tak niewiele trzeba


Siódma rano. Latem to środek nocy, bo dzieci jeszcze w większości śpią. Szczególnie te szkolne.
Stoję w kuchni, trochę jeszcze nieprzytomna, bo rozbieg rano mam zazwyczaj długi. Podnoszę oczy i zerkam przez okno. Po drugiej stronie ulicy w oknie stoi kobieta, uśmiecha się i macha do mnie ręką, Chcąc nie chcąc usta same rozciągają się w uśmiechu. I tak już zostaje mi na dalszą część dnia. Po bezinteresownym uśmiechu od pani z naprzeciwka. Pani starszej ode mnie o jakieś 20 lat, pani, która jest od 14 lat nianią u nowych sąsiadów. Taka zwykła poranna serdeczność.





Zdarzyło się tak, że Druga w tym roku pojechała do dobrych znajomych do Krakowa. Trzy dni z dala od rodziców, ale pod opieka dorosłych. Inny rodzaj wypoczynku niż znany do tej pory, czyli kolonijny. Dla mnie też nowe doświadczenie. Wypuściłam nastolatkę spod skrzydeł. Moje dziecko miało szansę zobaczyć inną rodzinę "od środka". Wyjazd bardzo poznawczy, bo samotna podróż pociągiem to też duże przeżycie dla trzynastolatki. Wyjazd zupełnie nieplanowany, ale wynikający z otwartości i sympatii. Kiedy trzy dni później moja córeczka wróciła do domu przyjechała z bukietem lawendy pięknie przygotowanym, z dołączonym woreczkiem z koronką. Dzieło mojej znajomej. Dla mnie, z ich ogródka. Wzruszyłam się i uśmiech mam na twarzy za każdym razem kiedy pomyślę "lawenda".





Jadę autem, zmęczona, wjeżdżam w uliczkę do naszego Czworokątnego domu. Droga prowadzi do lasu i często można spotkać tu ludzi młodszych, starszych, całkiem młodych nie tylko z dziećmi, ale przede wszystkim z psami, bo idą ze swoimi podopiecznymi na długi spacer. Idą młode dziewczyny z psem. Nastolatki właściwie, znamy się w zasadzie z widzenia. Kiedy mnie zauważają, pojawia się uśmiech i machanie ręką na powitanie. Taka serdeczność. Bezinteresowna.






Tak niewiele trzeba by było miło. Uśmiech, pomachanie ręką, pomyślenie o drugiej osobie, kiedy jest daleko. Serdeczność, która nic nie kosztuje. Idę rozsyłać uśmiechy w świat :-)



Pozdrawiam Czworokątnie

Joanna